Myślę Czuję Decyduję

Tabletki “w razie czego” miałam od 2 klasy liceum. Przeczytałam na stronie women on web dokładną instrukcję. Recepty zdobyłam bez problemu, w małym mieście lekarka rodzinna nie zadawała pytań. Pierwszy raz pomogłam w aborcji właśnie wtedy. Moja koleżanka z klasy nie mogła liczyć na wsparcie swojego chłopaka, rodzice nie mogli się dowiedzieć. Aborcja przebiegła bez komplikacji, ale nie chcę pisać o nie swoich odczuciach.
W 2017 sama musiałam zrobić aborcję. Byłam świeżo po powrocie do Polski, pół roku mieszkałam na drugim końcu świata. Wpadliśmy. Ja na szczęście mogłam liczyć na wsparcie chłopaka ale i tak wolałam być sama. Oczywiście byliśmy cały czas w kontakcie telefonicznym, ale nie czułam, że to jest jakieś epokowe wydarzenie, w którym musi mi towarzyszyć. Wiedział, że jakby co jedziemy do szpitala.
Tabletki wzięłam w piątek, żeby móc odpoczywać przez weekend. Ból jaki mi towarzyszył porównałabym do normalnego okresu. W sobotę wyszłam z domu, czułam się na prawdę dobrze. W niedzielę miałam pewność, że już po wszystkim. Cudowna ulga.
Miałam wtedy 23 lata, studiowałam, wynajmowałam pokój i nie miałam nad sobą złotego parasola rodziców. Nie uznaję uświęcania i romantyzacji życia – nie chciałam mieć dziecka, nie mogłabym go utrzymać, decyzja była jasna od samego początku.

W tym roku pomogłam mojej przyjaciółce w aborcji. Wieczorem spotkałyśmy się na film, był termofor, koc, zrozumienie i spokój.

Pomagajmy sobie w aborcjach.