Nowa szansa na własną przyszłość.

18 lat. Pierwsza prawdziwa miłość. Pierwszy poważniejszy partner. Regularny seks.

Chodziłam w tym czasie do liceum, a właściwie to było na przełomie II/III klasy. Wszystko było idealnie, dogadywaliśmy się z moim partnerem, zakochiwaliśmy się każdego dnia w sobie od nowa. Ważnym faktem jest to, że był starszy. O cztery lata. Na początku stosunek tylko z prezerwatywą, ale z czasem jak już się spróbowało pierwszy raz bez- tak i zostało. Minęło pół roku, a nikt nigdy mi nie powiedział, że seks przerywany to nie jest metoda antykoncepcji. Pracowałam w wakacje w ciągu sezonu poza domem, a on mnie odwiedzał co tydzień lub dwa. Coś nagle mi nie pasowało, okres się spóźniał siedem dni…dziesięć. Tłumaczyłam to sobie, że przecież pracuję fizycznie, schudłam- to normalne! I nagle koleżanka z pracy mówi, że może lepiej zrobić ten test… po co się dodatkowo stresować? Zrobiłam to. Tak dla świętego spokoju, bo on przecież nigdy nie ‘skończył’ we mnie, to jak miałabym zajść w ciąże? Zobaczyłam dwie kreski, spanikowałam, płakałam… przecież miałam 18 lat, plany na przyszłość, studia… doszło do myśli samobójczych, chciałam sobie coś zrobić. Wróciłam do domu, nikomu nic nie powiedziałam. Wiedziałam tylko ja i mój partner. Podświadomie już od początku wiedziałam, czego chcę. Chcę dokonać aborcji. Jak miałabym utrzymać dziecko, nie mając ani pracy ani żadnego większego wykształcenia? Te myśli mnie przytłaczały. Poruszyłam ten temat z koleżanką, a co się okazało- jedna pani doktor pomaga takim kobietom jak ja… skierowałam się do niej, zrozumiała, wysłuchała. Powiedziała, że jest to okej, to moja decyzja, że jestem młoda i chcę studiować. Mój partner tego nie zaakceptował. Mówił, że damy rade, choć sam nie miał stałej pracy! Nie myślał o mnie w tej sytuacji, nie brał mnie i moje zdanie  pod uwagę. Jednak zrobiłam to- aborcja farmakologiczna, czwarty/ piąty tydzień ciąży. Domyślam się, co mi podała pani doktor. Nie czułam bólu po wszystkim, czułam ulgę. Zachciało mi się żyć na nowo, nie żałuję tego do dziś, a minęło już prawie pięć lat. W dodatku rozstaliśmy się w moim partnerem. Nie potrafił zaakceptować mojej decyzji.