Nie taki diabeł straszny

Najtrudniej jest zacząć, a więc mam 28 lat. Prawie 29.. Stałego partnera od 5 lat, mieszkamy razem, wszystko między nami jest bardzo dobrze. Pierwsza aborcję farmakologiczna miałam 4 lata temu, zawiodły tabletki. Nie opowiem o niej dużo, tylko tyle, że strasznie bolało. Ból zaćmił wszystko inne. W tym roku, cóż.. Pękła prezerwatywa (tabletek nie biorę bo okazało się, że mój organizm ich nie toleruje). Oboje nie chcemy mieć dzieci, ja ich zwyczajnie nie lubię, nie chce, nigdy nie chciałam. Partner tak samo. Okres spóźniał mi się trzeci dzień zrobiłam test. Pozytywny, od razu lekarz, brak widocznej ciąży, skierowanie do szpitala, podejrzenie pozamacicznej. Kazali wrócić za tydzień. Bałam się ciąży pozamacicznej i że biorąc tabletki mogę sobie zrobić krzywdę. Po tygodniu na USG było już widać pęcherzyk, 4 tydzień. Na następny dzień zaplanowałam aborcję, tabletki (arthrotec) miałam w domu, tak na wszelki wypadek od znajomego. Nauczona poprzednim doświadczeniem kupiłam zastrzyki przeciwbólowe. Zastrzyki, bo poprzednim razem siedziałam na toalecie jednocześnie wiotujac. Następnego dnia mój partner został ze mną w domu i wzięłam pierwsza dawkę. Zaczęło się delikatne plamienie, ale żadnego bólu, pół godziny przed drugą dawka zrobiłam sobie zastrzyk przeciwbólowy. Nadal nic się nie działo. Po trzeciej dawce poszłam spać. Nie było bólu, krwawienia, lekko zabarwiony śluz. Wiedziałam, że się nie udało. Wpadłam w panikę. Za radą pań z tej strony zrobiłam dwie bety. Rosła w strasznym tempie. Byłam przerażona, na kolejne tabletki musiałam czekać tydzień! W tym czasie zaczęłam czuć się coraz gorzej, ból piersi, brzucha, ciągle mdłości, wymioty i okropne osłabienie. Kiedy w końcu przyszły tabletki byłam w niebowzieta. Znowu tak samo, pierwsza porcja, niestety ja zwymiotowałem po 15 minutach, druga już poszła dobrze. Chwilę przed drugą znów zastrzyk i tabletka pyralginy. Tym razem zaczelo się krwawienie. Czułam skurcze i leciutki ból, dużo mniejszy niż miesiączkowy, ale to dzięki lekom. Funkcjonowałam całkowicie normalnie. Po trzeciej dawce krwawienie się wzmoglo, w pewnym momencie wyleciało ze mnie ok 3cm jajo płodowe. Raczej nie było zdrowe, bezowe i pełne babelkow, jak zaśniad groniasty. Wtedy krwawienie się zmniejszyło. Wzięłam czwarta porcję dla pewności po ostatniej nieudanej próbie. Poszłam spać. Partner oczywiście był cały czas przy mnie, pilnował czy wszystko w porządku, czekał w pogotowiu gdyby cokolwiek zaczęło się dziać. Koniec końców udało się. Następnego dnia nie miałam już mdłości, dwa dni później odzyskałam siły. Piersi bolą mnie jeszcze, ale wiem, że to potrwa dłużej. Koniec końców czuję się uwolniona, poczułam ogromną ulgę kiedy to sie skończyło. To czyli niechciana ciąza. Nie było to dla mnie już traumatyczne przeżycie dzieki środkom przeciwbólowym. Jeśli możecie i będziecie potrafiły zrobić sobie zastrzyk domięśniowy, bądź macie kogoś kto potrafi taki zrobić, bardzo polecam ten sposób. Nie obciążamy niepotrzrbnie wątroby ani żołądka i nie trzeba się bac że w razie wymiotów środek przeciwbólowy nie zadziała. Nie bójcie się dziewczyny. To jest wasza decyzja, wasze zycie. Życzę Wam, że jeśli będziecie musiały bądź zwyczajnie będziecie chciały poddac się aborcji, aby przebiegła Wam tak jak moja druga. Może to straszne, ale ta ulga i radość, że moje ciało wróci do normy była nie do opisania. I dziękuję tez Paniom z tej strony. Za pomoc, wsparcie, cierpliwość. Dziękuję 😘