20 lat temu

Ciąże usuwałam 20 lat temu, za czasów studenckich. Mniejsza o okoliczności zajścia, człowiek jak młody i zakochany, to czasem głupieje. Pamiętam, że miałam dość nieregularny okres, więc opóźnienia, nawet kilkunastodniowe, nie były niczym nadzwyczajnym. Tym razem jednak spóźniał się mocno. Zrobiłam sobie test- wynik bardzo pozytywny. Oczywiście wpadłam w panikę ale było dla nie oczywistym, że nie chcę mieć dziecka – z ówczesnym partnerem, no i w ogóle.

Wizyta u ginekologa potwierdziła – 8 tydzień. Powiedziałam, że nie chcę urodzić ale lekarz zaznaczył, że nie wykonuje takich zabiegów. Tym niemniej polecił innego, który podjąłby się aborcji. Oczywiście to było w czasach, kiedy, o ile dobrze pamiętam, pomoc w terminacji ciąży była już przestępstwem. Poszłam do rekomendowanego lekarza, ten potwierdził, że mógłby się podjąć, ale wyjeżdża, więc pokierował mnie do kolejnego.

Kolejna wizyta, coraz większy stres, oczywiście każda wizyta płatna. W końcu progres – może mi pomóc. Ale cena…. ponad możliwości niepracującej studentki ze stypendium naukowym. O ile dobrze pamiętam – plus minus była to dwu krotność pensji minimalnej.

Jednak udało mi się zdobyć pieniądze w dwa dni. Stawiłam się w dzień zabiegu rano, w celu odbioru tabletki, którą miałam zażyć na parę godzin przed wizytą. Zostałam poinstruowana, że po jej zażyciu mogę odczuwać bóle i silne skurcze, nic takiego jednak nie miało miejsca. Obawiałam się, że nie zadziałała.

Jednak jak wieczorem pojechałam do lekarza (gabinet prywatny), okazało się, że wszystko jest w porządku. Zabieg odbył się w pełnym znieczuleniu, w asyście anestezjologa i trwał około pół godziny. Aborcji dokonałam w 9 tygodniu ciąży. Dzień po zabiegu, w związku z niezbyt dobrym samopoczuciem i bólami zostałam w domu, jednak w związku z zażywaniem przepisanych przez lekarza antybiotyków, następnego dnia normalnie pojechałam na uczelnię.

To co było największym stresem, poza oczywiście samym faktem terminacji ciąży, była konieczność dyskrecji. Mieszkałam z rodzicami, więc nie chciałam, żeby wiedzieli. Oczywiście fakt konsekwencji karno prawnych da osoby, która mi pomogła, również miał tu duże znaczenie. Nie żałuję swojej decyzji i nie żałowałam przez wszystkie te lata. Nie każda kobieta musi urodzić. To są nasze ciała i nasza sprawa, co z nimi robimy.

Smutno mi, że minęło tyle czasu i nadal nie ma legalnej możliwości terminacji ciąży w takich warunkach, jakie ja miałam. Mam nadzieję, że się kiedyś zmieni.