Aborcja w Holandii

Wakacyjna przygoda. Mam 18 lat. Mieszkam na stałe w Holandii od 2 lat. O ciąży dowiedziałam się tuż po powrocie z wakacji, jakoś połowa sierpnia. Byłam na prawde załamana, a z drugiej strony chciałam tego dziecka. Niestety mój młody wiek oraz to ze jestem modelką nie pozwoliłyby na to. Do tego ubieganie się tutaj w Holandii o dom jest bardzo ciężkie i bardzo dlugo trwa. Dlatego zdecydowaliśmy z partnerem ze aborcja będzie najlepsza opcja. Klinikę znalazłam w Eindhoven „Mildred Clinics” bo tutaj miałam najbliżej. Wybraliśmy się na 1 spotkanie (pomyślałam: to potrwa max 1h) nie… całe spotkanie (pierwsze) kosztowało mnie tyle czasu.. cały poranek mniej więcej gdzieś od 8 do 10/11. Na spotkaniu robią jeszcze raz test ciążowy + usg tu się to nazywa „echo”. To nie było łatwe spotkanie. Jeżeli komuś się wydaje ze usunie na zawołanie to nie :) tak nie jest, podczas spotkania trzeba podawać milion powodów dlaczego się dziecka nie chce i jest to bardzo stresujące. Wszystko.. czekanie. Tutaj omawiamy plan leczenia „behandeling” tak jak napisane jest na Waszej stronie: tak można dostać formularz po polsku :) Pani sama o to zapytała w recepcji natomiast mi nie było to potrzebne. Wróciliśmy do domu. Płakałam każdego dnia, na prawde nie chciałam usuwac. Byłam w 4 tyg a jak dostałam swoje echo i zobaczyłam 3mm płód popłakałam się.  Ale warunki nie pozwalały mi na to, musiałam poczekać 5 dni żeby zadzwonić kolejny raz i się umówić. Poczekalam, zadzwoniłam i następny termin po tygodniu już na aborcje. Byłam w bardzo wczesnej ciąży i było ryzyko ze moge nie utrzymać ciąży. Trzy dni przed zaplanowana aborcja poroniłam wykonując pare ćwiczeń o czym nawet nie miałam pojęcia. Co myśle? Co czuje? Czuje ból ogromny, oczywiście ciesze się ze stało się to samoistnie i nie musiałam brac w rezultacie tabletki, może tak ktoś po prostu na gorze chciał i tak jest lepiej, ale tak czuje ogromna pustkę teraz. Gdybym mogła cofnąć czas moja decyzja byłaby zupełnie inna. Jeżdżenie do kliniki wiąże się z ogromnym stresem i myśle ze to tez się przyczyniło do poronienia. Jednak chciałabym dojść już do puenty całej mojej litanii. Nie życzę nikomu podejmować takiej decyzji. Jest to bardzo ciężka decyzja. Ale to była moja decyzja i walcze i będę dalej walczyć o prawa Nasze – kobiet. O wolny wybór.