Moja świadoma decyzja

Jestem młodą, szaloną i teraz przyznaje bardzo szczęśliwą dziewczyną. O tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się po powrocie do Polski z podróży. I tak, doświadczyłam wszystkich nieprzyjemnych symptomów związanych z ciążą będąc daleko daleko po drugiej stronie świata. Myślałam, że to symptomy jakieś tropikalnej choroby na którą się nie zaszczepiłam. Czułam się bardzo bardzo okropnie, nie mogłam jeść, pić mojej ulubionej czarnej kawki z rana, ni delektować się czerwonym winem. Miałam mdłości, zawroty głowy i bolało mnie strasznie podbrzusze. Zdarzyło się to w końcowym momencie mojej podróży, dlatego chciałam przeczekać jakkolwiek objawy i spokojnie wrócić. I wróciłam, pierwsze dnie spędziłam tak po prostu że znajomymi na luzie. Bóle ustąpiły, a ja cieszyłam się latem. Jednak spóźniający się okres zaczął mnie niepokoić. Wcześniej myskakam, że to przez jakąś infekcję lub zmianę klimatu. Tak czasami mi się przydało wcześniej . Jednak będąc w domu u rodziców po kryjomu zrobiłam test ciążowy i wynik okazał się pozytywny. Płakałam bardzo. Dobrze że wybarałam taką porę dnia, że wszyscy w domu spali i nikt mnie nie widział w tym stanie. Pierwsze, co zrobiłam to napisałam do mojej ówczesnej zamorskiej miłości,że musimy pogadać. I pogadaliśmy kilka godzin później… ze łzami płynącymi ciurkiem powiedziałam mu o moim stanie. I o pierwszej myśli która mi przyszła do głowy:aborcja.

Po kilku tygodniach, ponieważ nie miałam pieniędzy i znalazłam potem dopiero pracę za granicą, pojechałam do Holandii dokonać aborcji. Od razu po zabiegu poczułam ulgę. Po tygodniach depresji i płaczu w końcu nie musiałam nic ukrywać. W pociągu z kliniki w Heemstede do Amsterdamu zrobiło mi się strasznie niedobrze, co potem wynagrodziłam sobie holenderskim waflem z karmelem.

Moja aborcję przeżyłam sama. Trochę płakałam kilka dni później, ale teraz jestem szczęśliwa. Wolna, zdrowa i pełna miłości do świata.