Czeska wycieczka

Usunęłam ciążę jako dorosła, świadoma kobieta. Usunęłam nie dlatego, że miałam trudną sytuację rodzinną czy finansową. Usunęłam, bo nie chciałam być i mieć nic wspólnego z ojcem dziecka. Kontakt z nim unieszczęśliwiał mnie całą, nie kochałam, nie chciałam takiego życia dla siebie i dla mojego dziecka. Nie chciałam nienawidzić całe życie…

Usunęłam ciążę w czeskiej klinice ginekologicznej i do dzisiaj uważam, że to najlepiej wydane/ zainwestowane pieniądze.

Plan aborcji zorganizowałam sama. Sama się tam zawiozłam, sama zapłaciłam, sama wynajęłam hotel itd. Nie przyznałam się gdzie jadę i co będę robić . Mimo deklarowanego wsparcia ze strony ojca dziecka, nie otrzymałam go w ogóle. Ponieważ jak się okazało nie zamierzał dopuścić do usunięcia. Ważniejsze dla niego było życie płodu, w rozmiarze kilkunastu milimetrów, niż moje. Tak bardzo chciał dziecko, że nie zawrzał na cenę i konsekwencje.

Przed samą aborcją czułam strach i tremę. Nie wiedziałam co mnie czeka. Dobijała mnie myśl, że muszę  jechać tak daleko, do obcego kraju, gdzie nikt nie mówi w moim języku, że nie dostanę wsparcia…

Po, czułam ulgę. Zaraz po zabiegu poszłam po prostu na kawę i ciasto. Nawet zaczęłam się czuć jak na zagranicznej wycieczce… w końcu Czechy.

Koszmarem nie była ta wycieczka, krwawienie itd. Koszmar zaczął się po moim powrocie… emocjonalny koszmar zafundowany przez „wspierającego” mężczyznę.

Nie dałam sobie wmówić, że jestem potworem. Próbowano to zrobić, próbowano mi wmówić, że po aborcji nie mam prawa do wypowiadania się na temat etyki czy wychowania dzieci itd. Próbowano zepchnąć mnie na margines, zalać mnie lawiną wyrzutów…dostawałam zdjęcia usg ze świeczkami na święto zmarłych. Dostawałam zdjecia miejsca gdzie pochowane jest cyt. Jego dziecko. Przetrwałam.

Dzisiaj jestem w 8 miesiącu ciąży. Nie mogę się doczekać, jak wezmę na ręce mojego syna. Wiem, ze będą świetną matką.

Jest podstawowa różnica między jedną a drugą ciążą – mężczyzna.

Nie bój się! Po aborcji jest normalne życie… wspaniałe życie.