Pisanie źle o aborcji farmakologicznej nikomu nie pomaga

Raz na jakiś czas media informują o zatrzymaniu „grupy przestępczej” handlującej lekami poronnymi, a określenie „niebezpieczne środki z internetu” na stałe weszło już do słownika, którym opisuje się rzeczywistość aborcyjną. Kilka dni temu media poinformowały o zatrzymaniu kolejnej takiej grupy, a kobiece organizacje to komentowały – niektóre z tych komentarzy wzbudziły nasze zaniepokojenie. 

Według wielu osób problemem jest sprzedaż leków do aborcji farmakologicznej w internecie a rozwiązaniem problemu tzw. „szarej strefy” byłaby legalizacja aborcji. Zachęcamy do zastanowienia się, czy na pewno.

Legalność to nie to samo, co dostępność i bezpieczeństwo

„Prawo do aborcji” oznacza, że musi istnieć jakieś „prawo aborcyjne”, jakiś akt prawny, który to reguluje. O kształcie tego prawa ktoś musi zadecydować. Ustalić w wiążący sposób i usankcjonować, kiedy ono przysługuje, a kiedy nie, jakie warunki mamy spełniać i – przede wszystkim – kiedy można nam odmówić. To bardzo dużo władzy nad naszymi ciałami. Potem ktoś musi to prawo realizować. Prawo aborcyjne w praktyce jest samo w sobie antyaborcyjne, bo sankcjonuje wyjątki, dodatkowe wymagania, warunki odmowy wykonania zabiegu, ograniczenia czasowe, wiekowe itd. Daje zbyt dużą możliwość ograniczania tego „prawa” do aborcji, które niby daje i reguluje. I ciągle jest polem i okazją do rozgrywek o to, ile tego prawa dać, a ile tak naprawdę odebrać. Prawo do aborcji staje się faktycznie prawem o tym, jak do tej aborcji jednak nie dopuścić. Prawo aborcyjne, nawet to postrzegane jako liberalne, to w zasadzie spis warunków jakie musimy spełnić, by móc podjąć bardzo personalną decyzję i przerwać ciążę oraz najważniejsze – to przede wszystkim ustalenie momentu, kiedy można nam odmówić. 

Ciągle panuje przekonanie, że nielegalna aborcja jest zawsze niebezpieczna, tak jakby legalność zabiegu gwarantowała bezpieczeństwo a nielegalność co do zasady powodowała zagrożenie dla zdrowia czy życia.

Czasy wieszaków, domestosów, skakania ze schodów czy chirurgicznych zabiegów w pokojach hotelowych są minione, choć ciągle często są wykorzystywane jako argument w dyskusji aborcyjnej. Rzeczywistość aborcyjna się zmienia i zmienia się też „podziemie” aborcyjne. Najgorsza w nielegalnych zabiegach przeprowadzanych w prywatnych gabinetach w Polsce jest ich cena, która mocno filtruje, kto może z nich skorzystać. Samoobsługa aborcyjna (czyli samodzielne szukanie informacji, zamawianie leków, branie ich w wybranym przez siebie czasie, miejscu i z wybranymi osobami, decyzja o tym, czy po aborcji pójść do lekarza) jest bezpiecznym i dla wielu osób o wiele bardziej osiągalnym sposobem przerwania ciąży. Problemem nie jest to, że osoby robią aborcję same, ale stygmatyzacja aborcji farmakologicznej połączona z jej medykalizacją i przekonaniem, że bezpieczna aborcja to ta legalna i wykonana w szpitalu. To samo dotyczy wszystkich innych procesów związanych z naszym zdrowiem reprodukcyjnym (ciąża, poronienie, poród, karmienie piersią) – bezpieczeństwo ma być zagwarantowane przez drogą opiekę szpitalną, najlepiej prywatną. 

Pisanie źle o aborcji farmakologicznej nikomu nie pomaga, a demonizowanie leków do wywołania poronienia jest częścią problemu. Bezpieczeństwo zapewnia rzetelna informacja, uznanie tej metody jako jednej z możliwości przerwania ciąży i odpowiednie leki, nawet jeśli zakupione są od osób, które handlując nimi popełniają przestępstwo.

Nie jesteśmy po stronie handlarzy, zwłaszcza tych, którzy wysyłają fałszywe zestawy leków do aborcji farmakologicznej. Każdego dnia organizacje zajmujące się aborcją farmakologiczną wkładają mnóstwo wysiłku, by informować skąd i jak zamówić prawdziwe leki. Jednak nie wszystkie osoby handlujące środkami w internecie, nawet jeśli robią to nielegalnie, oszukują osoby poszukujące tabletek. Fakt, że robią to dla zysku nie jest związany z samą aborcją, ale z kapitalizmem. Handlarze po prostu zauważają istniejącą potrzebę, odpowiadają na nią i jednocześnie próbują na tym zarobić. 

Jednak nie ma dyskusji o aborcji, w której by nas nie straszono niebezpiecznymi środkami z internetu. I robią to najczęściej ci i te, które chcą „chronić” naszych praw. 

Chcemy wyrazić zaniepokojenie postępującą fetyszyzacją prawa i pogłębianiem się przekonania, że legalna aborcja (czyli najwyraźniej aborcja szpitalna) jest zawsze lepszym wyborem od tej potencjalnie nielegalnej (czyli aborcji domowej). 

Bardzo byśmy chciały, żeby w polskim ruchu kobiecym/feministycznym przyszedł czas na poważną rozmowę o fetyszu prawa aborcyjnego i potencjalnych zagrożeniach, które mogą nam grozić wraz z liberalizacją oraz jak bardzo jest to ukorzenione w aborcyjnej stygmie. Niech Irlandia, która po latach zliberalizowała aborcję, ale ciągle kryminalizuje osoby decydujące się na aborcje domową, będzie przykładem.

 

Stygmatyzacja aborcji farmakologicznej nie jest ok.

Sprzeciwiamy się pogłębianiu stygmatyzacji aborcji, zwłaszcza tej domowej, przy użyciu leków. Powtarzamy, że jest ona bezpieczna i skuteczna, a przede wszystkim jest wygodną alternatywą dla osób, których nie stać na wyjazd za granicę czy skorzystanie z prywatnej kliniki. Samoobsługa aborcyjna to nie jest „gorszy wybór”, a na leki do aborcji farmakologicznej zawsze będzie popyt, nawet jeśli państwo wprowadzi „prawo do aborcji”. Dlaczego? Bo „prawo do aborcji” nie jest gwarancją jej dostępności. Aborcja farmakologiczna jest coraz częściej wybieranym sposobem na przerwanie ciąży. Wbrew obiegowej opinii, przerwanie ciąży za pomocą leków nie jest tylko alternatywą dla osób, które żyją w krajach, gdzie aborcja jest zakazana. Aborcja farmakologiczna w wielu krajach (również w tych gdzie przerywanie ciąży jest legalne) staje się najczęściej wybieraną formą aborcji. Osoby zdobędą wiedzę na jej temat i zdobędą tabletki – dla nas ekstremalnie ważne jest to, żeby nie czuły się przy tym przestępczyniami. Samoobsługa aborcyjna nie wymaga angażowania innych osób, daje poczucie sprawczości i decyzyjności – nie musimy spełniać żadnych wymagań, które ktoś będzie oceniał i na ich podstawie zdecyduje, czy możemy mieć aborcję. Niezależnie od powodów możemy zamówić tabletki i skorzystać z pomocy różnych grup i organizacji, jeśli tego potrzebujemy.

Nie godzimy się na to, aby co do zasady stawiać osoby, które poszukują aborcji w pozycji zagrożenia z powodu niechcianej ciąży . To „zagrożenie” nie wynika z tego, że osoba jest w ciąży i chce ją przerwać, ale z tego, jak ogromna jest stygmatyzacja aborcji i jak „problematyczne” dla wielu osób (także ze środowisk kobiecych/feministycznych) wciąż jest to, że osoby znajdują sposoby na to, aby po prostu zrobić aborcję – bezpiecznie i bez żadnego dramatu. Tak jakby zasługiwały na uwagę tylko wtedy, kiedy trzeba im współczuć i się nad nimii litować.

Coraz częściej powstają sieci wsparcia, które informują i pomagają bezpiecznie przeprowadzić aborcję samodzielnie. Dzięki temu nielegalna aborcja nie musi oznaczać niebezpieczeństwa, choć wiele i wielu z nas tak sądzi i mówi. Czas z tym skończyć, bo przyszłość aborcji DIY (do it yourself – zrób to sama_sam) to samoobsługa aborcyjna, to aborcja w internecie, to bezpieczna aborcja i pomoc wzajemna.

Radykalne wsparcie i faktyczny dostęp do aborcji powinny być naszymi priorytetami. Aktywizm wokół samoobsługi aborcyjnej to działanie mające na celu również promowanie samodzielnego zarządzania naszymi własnymi aborcjami. 

 

Informacje o aborcji farmakologicznej znajdziesz tu.

Bezpieczne i zaufane źródła leków do aborcji farmakologicznej:

Womenhelp.org

womenonweb.org

O aborcji w bezpiecznej przestrzeni możesz porozmawiać na maszwybor.net