#youknowme #znaszmnie

Jako nastolatka zawsze sie śmiałam z koleżanek które miały plany wyjść za mąż, dom, płot, pies i dzieci. Wydawało mi się takie głupie!

A gdy skończyłam 25 lat i okazało się że jestem w stałym dobrym kochającym związku, coś we mnie się zmieniło i okazało się że niczego innego od życia nie chce tylko dziecka! Zaszlam w ciążę całkiem szybko, pamiętam to bardzo dobrze w środę rano byłam u lekarza zrobił testy wszystko wspaniale, 6ty tydzień, wieczorem byłam na pogotowiu z krwawieniem.. Usłyszałam że to normalne pierwsza próba bardzo często się tak kończy, mam się nie martwić, zejdę w ciążę bez problemu przy następnej owulacji. Zaszlam. I znowu straciłam. W różnych etapach przez następne dwa lata nie chce pamiętać ile razy. Musiałam iść na terapię bo nie potrafiłam sobie z tym poradzić, jestem całkiem racjonalna osobą i nie potrafiłam sobie w głowie ułożyć czemu płaczę za jakimś tam zlepkiem komórek.. Zrezygnowaliśmy w końcu z mężem bo psychicznie byłam wykończona. I oczywiście znowu zaszlam w ciążę..  tylko tym razem ją utrzymałam. Ciąża była okropna, wymiotowalam dniem i nocą, ledwo chodziłam, przytylam 4 rozmiary, dziecko rozwijało się wspaniale. Poród był następnym przeżyciem.. Od pęknięcia wód w piątek do wywoływania porodu i braku rozwarcia, 16 godzin regularnych 3 minutowych skurczy do nagłej cesarki w poniedzialek. Dziewczynka urodziła się zdrowa, wspaniala, idealna. Piersią karmiłam jak krowa dojna bez problemu. Ale żeby łatwo nie było depresja poporodowa.. Dzieki terapii wcześniejszej na szczęście poradzilam sobie z tym wszystkim całkiem dobrze. Mała miała roczek gdy zaczęły się pytania kiedy następne, zawsze odpowiadałam że szczęśliwa jestem bo mam ją, wystarczy. Pytania nie ucichly, niektórzy chcieli mnie “leczyc”, czasem ktoś wtrącam historie jak to ktoś znajomy miał podobnie a teraz trójka dzieci i szczęśliwi. I jak ta głupia krowa tak sobie pomyślałam a może..

No i zaszlam w ciążę. Dostałam takiego ataku paniki że aż mi żal męża, który mnie zbierał. Byłam przerażona ciąża, porodem, że znowu będę miała przez to wszystko przechodzić a co jak znowu po raz lepiej nie pamiętać który moje ciało mnie zawiedzie? Miałam myśli samobójcze, nie mogłam albo puścić swojej córki albo patrzeć na nią,,  nawet być w jednym pokoju a później płakałam że jej przy mnie nie ma i nie wiem co się z nią dzieje! Zresztą z mężem to samo..

w 7tym tygodniu ciąży poszłam do lekarza 10 dni później miałam aborcję, a 2 miesiące później podcięte jajniki. Ponad rok temu. Żałuję tylko tego że dałam sobie wmówić że do pełnej rodziny potrzebuję więcej dzieci. Mogę adoptować. Nie urodzę już nigdy.

Aborcja jest ok. Dała mi spowrotem moje życie.