Ot, moja historia.

Czytałam historie ze strony i nie wiem czy moja historia będzie się nadawać, bo jest zupełnie inna.

Mieszkam poza granicami polski, w kraju gdzie aborcja jest legalna i nikt jej nie stygmatyzuje. Dlatego nie będzie to historia o tabletkach z internetu, lecz o zabiegu.  Tak się zdarzyło, ze zaszłam w ciążę i niestety zorientowałam się po tygodniu, gdy na wzięcie tabletki „po” było już za późno. Nie wiedziałam co robić i gdzie się udać. To w pracy mój zwierzchnik mi powiedział jakie mam opcje. Poszłam wiec do lekarza i gdy powiedziałam ze jestem w ciąży spytali się mnie czy chce ją zatrzymać, gdy powiedziałam ze nie, dali mi numer do organizacji Marie Stopes i tyle.

Kiedy dodzwoniłam się do organizacji opowiedziałam im swoją historie i tam zostałam odesłana do najbliższej placówki z umówioną już wizytą. Kodem do drzwi gdy zadzwonię miał być mój ulubiony kolor, takie zabezpieczenie przed natrętami dzwoniącymi bez potrzeby. To w tej organizacji zrobiono mi usg, pobrano krew (w Anglii nie robią skanów na sprawdzenie ciąży, jeśli test jest pozytywny uznają ze jesteś w ciąży. Dopiero po spotkaniu z położna, to jest gdy chcesz zachować dziecko, są robione skany) zrobili ultrasonograf. Po opowiedzeniu mojej historii podali mi moje opcje, czy chce tabletki, czy też zabieg, przy czym zaznaczyli, że przy tabletkach trzeba wrócić następnego dnia po druga dawkę. Wybrałam wiec zabieg, przy którym tez miałam wybór, czy brać znieczulenie ogólne, czy tez miejscowe. Jako, że wybrałam pierwszą opcje, wszystko odbyło się dla mnie szybko. Poszłam, zasnęłam i wyszłam. Ale tego wsparcia od personelu nie zapomnę do końca życia, tego braku osądu, uśmiechu i wsparcia, bo dają możliwość konsultacji specjalistycznej. Ja nie chciałam konsultacji, bo byłam zdecydowana, nie miałam tez nikogo przy sobie ze znajomych, dlatego takie ludzkie podejście pracowników dużo mi dało. Z kliniki wychodziłam z poczuciem ulgi i tego ze dobrze postąpiłam, a moje życie dopiero się zaczyna, nie kończy.

Co do szczegółów technicznych, warto mieć ze sobą własną podpaske po fakcie (o czym nie wiedziałam, ale dostałam taką grubą z kliniki) plus, będą krwawienia. Ja chyba krwawiłam 6 tygodni po. Na początku wyglada strasznie, potem wraca do wyglądu „normalnego” okresu.