2 miesiące strachu

Miałam 19 lat, świeżo zeszłam z leków psychiatrycznych (depresja i lęki społeczne) i wyjechałam na studia.  Prezerwatywa zawiodła, ale powtarzałam sobie, że to niemożliwe, żebym mogła zajść w ciążę. Takie rzeczy przydarzają się innym ludziom, nie mnie. Zresztą jaka jest szansa, że akurat ten wypadek trafi na moje dni płodne? Byłam jedną z tych osób, które mówiły, że nigdy nie dokonałyby aborcji, że urodziłyby i potem oddały dziecko do adopcji, jeśli nie mogłyby go wychować. Po zobaczeniu dwóch kresek na teście moje zdanie zmieniło się o 180 stopni. Wpadłam w panikę. Przez 4 tygodnie faszerowałam się ziołami, które mogły wywołać poronienie, astronomicznymi dawkami wit. C, próbowałam dostać leki z aptek, które ponoć były bardzo skuteczne, ale wszyscy farmaceuci patrzyli na mnie nieufnie, dopytywali. Do tego doszły pierwsze objawy ciąży, wszystko przestało mi smakować, byłam jeszcze bardziej emocjonalna i roztrzęsiona niż zwykle, wróciły myśli samobójcze. Nie chciałam rodzić, nie chciałam być w ciąży, nie chciałam przez to wszystko przechodzić. Miałam wsparcie partnera, który był otwarty na obie opcje, czy chciałabym rodzić, czy nie. Myślę, że dzięki niemu w pewnym momencie wzięłam się w garść i napisałam do Women Help Women. Po konsultacjach i kolejnych 2 tygodniach czekania przyszły tabletki. Poronienie było bolesne, gorsze od najgorszej miesiączki jakiej doświadczyłam w życiu. Ale dzięki niemu mój koszmar dobiegł końca. Po prawie 2 miesiącach ciągłego strachu mogłam wziąć głęboki oddech i zacząć żyć.